Aktualności

Łatwe pieniądze


Autor: Krystian Kaleta | Dodano: 2013-01-15 | Komentarzy:

Nadrzędnym celem instytucji zajmujących się obsługą fotoradarów jest poprawa bezpieczeństwa na drogach. Tak powinno wyglądać to w teorii, praktyka pokazuje jednak, że sytuacja jest z goła inna. Widząc kolejne pomysły organów państwowych na karanie kierowców, ciężko wyzbyć się wrażenia, że jest to sposób na łatanie dziury budżetowej.

Kiedyś, właściwie jeszcze nie tak dawno temu, jedynie policja za pomocą tak zwanej "suszarki" mogła skontrolować prędkość pojazdu. Później były fotoradary, nieoznakowane radiowozy z wideorejestratorami, wkrótce przyzwolenie do pomiaru prędkości uzyskały straże miejskie i gminne. Ostatnio byliśmy świadkami zmiany zakresu obowiązków Inspekcji Transportu Drogowego - niegdyś kontrolowała ona ciężarówki i autobusy, dziś służba ta odpowiada za sieć nowoczesnych fotoradarów w całym kraju i porusza się nieoznakowanymi radiowozami wyposażonymi w urządzenia pomiarowe. W najbliższej przyszłości kolejnym narzędziem kontroli będzie odcinkowy pomiar prędkości. Co więcej, słychać głosy o helikopterach i bezobsługowych samolotach, które miałyby za zadanie namierzanie z powietrza samochodów jadących z prędkością wyższą niż dopuszczalna. Póki co ITD zaprzecza, że wprowadzi takie rozwiązanie, ale jeśli z sukcesem będzie zbierać pieniądze z mandatów, w kwocie ustalonej na początku roku budżetowego, to kto wie, czy politycy zachęceni łatwymi pieniędzmi nie zdecydują się na pójście o krok dalej.

fotoradarowy_biznes_2.jpg fotoradarowy_biznes_3.jpg

Z rażącym nadużyciem własnych praw mieliśmy do czynienia w przypadku straży miejskich z całej Polski, która ustawiała fotoradary w miejscach dochodowych, czyli dających możliwość łatwego zasilania budżetu jednostek terytorialnych wpływami z mandatów, a nie, tak jak być powinno, w miejscach z realnym niebezpieczeństwem w ruchu drogowym. Nie sposób pominąć również faktu, że urządzenia pomiarowe były nie dość, że niewłaściwie oznakowane, to nierzadko wręcz ukrywane. Sytuacja odbiła się szerokim echem w mediach, dlatego rząd musiał szybko opracować nową koncepcję fotoradarowego biznesu. W tym celu postanowił rozszerzyć zakres praw i obowiązków istniejącej już służby Inspekcji Transportu Drogowego. W 2011 roku zyskała ona nowe uprawnienia do ujawniania za pomocą stacjonarnych urządzeń rejestrujących naruszeń przepisów ruchu drogowego w postaci przekraczania dopuszczalnej prędkości oraz niestosowania się do sygnałów świetlnych. Niemal od razu pojawiły się kontrowersje wokół stosowanych przez ITD praktyk, na przykład braku możliwości identyfikacji kierowcy na zdjęciach wykonywanych z tyłu pojazdu, czy nieudostępnianiu fotografii w fazie postępowania mandatowego. Inspekcja przy pomocy systemu nowoczesnych fotoradarów z warszawskiego skrzyżowania ulic Sikorskiego i Sobieskiego zarobiła milion złotych w zaledwie parę tygodni od ustawienia go w tym miejscu (klik). Zachęcona dużą rentownością takiego rozwiązania zdecydowała o montażu kolejnych "żółtych skrzynek", które teraz wpisują się już na stałe w krajobraz wielu polskich miast, i nie tylko. Cel na rok 2013 to kolejne 300 urządzeń.

fotoradarowy_biznes_5.JPG

Wiadomość o zakupie przez Inspekcję Transportu Drogowego nieoznakowanych radiowozów, pełniących rolę mobilnych fotoradarów, zszokowała wielu kierowców. Mundurowi w Fordach Mondeo, Focusach i Peugeot Partnerach nie mają nawet obowiązku zatrzymania kierowcy przekraczającego prędkość. Powiadomienie o nałożonym mandacie przychodzi do właściciela pojazdu pocztą. W przypadku sytuacji, w której prowadzący pojazd nie ma nawet świadomości wykonanego zdjęcia, ciężko jest mówić o prewencyjnej roli takiego rozwiązania. Tak naprawdę, nie jest istotne także wskazanie kierowcy, aby ukarać go punktami karnymi. Ważne jest jedynie przelanie pieniędzy na wskazane w powiadomieniu konto. Gdyby jednak chcieć zobaczyć fotografię, to jedyną możliwością ku temu może być spotkanie się z przedstawicielami GITD w sądzie. Jest to sytuacja wręcz paradoksalna, bo przecież w przypadku auta firmowego niejednokrotnie ciężko jest jednoznacznie wskazać kierowcę. Zrozumiałe, że w takich okolicznościach wiele osób zapłaci mandat, bo zwyczajnie nie chce angażować swojego czasu i wysiłku w postępowanie sądowe. O fiskalnej roli nieoznakowanych radiowozów świadczyć może również informacja upubliczniona przez Inspekcję, że w miesiąc mobilne radary wykonały 33 tysiące zdjęć za równowartość mniej więcej 11 milionów złotych (klik). Jeszcze bardziej kontrowersyjna stała się informacja o planowanej na rok budżetowy 2013 sumie wpływów do budżetu z tytułu mandatów na poziomie 1,5 miliarda złotych. Aby osiągnąć taki wyniki ITD wytoczy kolejną broń przeciwko kierowcom - 29 systemów odcinkowego pomiaru prędkości, które zaczną działać już w lipcu bieżącego roku (klik).

fotoradarowy_biznes_6.jpg

Opór przed takim stanem rzeczy stanowił powód zredagowania tego tekstu. Kierowcy stali się kolejną grupą, która corocznie będzie musiała wpłacić ustaloną przez polityków kwotę do budżetu. Najprawdopodobniej suma ta będzie z roku na rok coraz wyższa, a żeby fotoradarowy biznes mógł prężnie pracować, niezbędne będą kolejne narzędzia do wyciągania pieniędzy z kieszeni kierowców. Pomimo tego, że Inspekcja Transportu Drogowego w zeszłym tygodniu wydała oficjalne oświadczenie, że nie zamierza kupować bezobsługowych samolotów, które mierzyłyby prędkość aut z powietrza, to wydaje się być to dość realną wizją przyszłości. Czy jednak prędkość jest najważniejszą przyczyną ogromnej liczby zabitych na polskich drogach? Warto byłoby, aby władze przeanalizowały stan dróg oraz wzięły pod uwagę fakt, że w wyniku braku odpowiedniej polityki po akcesji Polski do Unii Europejskiej nasze ulice zalała olbrzymia fala starych samochodów, które w innych zachodnioeuropejskich krajach przeznaczone były na złom. Do jazdy z prędkością wyższą niż dopuszczalna przyznaje się ponad 70% polskich kierowców. Może zatem przepisy odnośnie maksymalnej dopuszczalnej prędkości na niektórych drogach powinny ulec zmianie, zamiast być surowo egzekwowane? Surowo, ponieważ posłowie z parlamentarnego zespołu do spraw bezpieczeństwa ruchu drogowego pracują już nad projektem nowego taryfikatora, którego między innymi stawką za przekroczenie prędkości o 50 km/h będzie nie 500, a 1000 złotych.

[Foto: katowice.gazeta.pl; czluchow.naszemiasto.pl; rafalkosik.com; sadurski.com; facebook.pl/PoiPointpl]


Zobacz także



Oceń...



Ocena: 5/5 (2 głosów)


Zobacz także




Komentarze

comments powered by Disqus

Stats

Zarejestrowanych użytkowników: 21271
Użytkowników on-line: 0
Gości on-line: 873

Newsletter

Jeśli chcesz być informowany o nowościach w serwisie
podaj swój e-mail:

Facebook

0.33334898948669 s