Giełda tuningowanych aut


Ford Focus ST225, 2006 Track Day edition

Cena: 31000 PLN

BMW E46 330i G-POWER CSL

Cena: 45000 PLN

Audi S4 Avant B5 420ps 600nm

Cena: 34900 PLN




Najnowsze polskie projekty

Golf VR6T 500+ Compsport
W przerwie międzyświątecznej nasz znajomy fotograf -...
2800 cm3
500+ KM
590 Nm
unknown sek
unknown km/h
awd
Honda Civic Type-R Tajpa
Kilka dni temu, po poście ze zmodyfikowanym Scionem...
2000 cm3
400 KM
540 Nm
bd sek
270+ km/h
FWD


Aktualności

Samochody polskiej MAFII - wywiad z Jarosławem Sokołowskim aka "MASA"


Autor: Sławomir Poros - Tejsted.pl | Dodano: 2015-12-01 | Komentarzy:

„Gdzie kończą się Reguły tam zaczyna się Pruszków” – przez lata ta słowna gra (Reguły to miasto bezpośrednio graniczące z Pruszkowem) definiowała wszystko to, czym była mafia pruszkowska. To jedna z najbardziej znanych i najprężniej działających grup przestępczych w polskiej historii. Od wczesnych lat 90 organizacja konsekwentnie budowała swoje imperium terroryzując cały kraj w oparciu o brutalną i bezlitosną siłę.

Napady, pobicia, hazard, handel narkotykami i kontrabandą – to tylko niektóre przykłady tego, czym przez lata zajmował się „Pruszków”. Wpływy Pruszkowa sięgały jednak o wiele dalej, począwszy od kontaktów z wpływowymi politykami po znajomości z legendą świata przestępczego – Pablo Escobarem. Dziś, chociaż grupa została rozbita, ciężko znaleźć kogoś kto, chociażby w minimalnym stopniu nie kojarzył takich pseudonimów jak „Masa”, „Kiełbasa”, „Pershing”, „Słowik”, „Parasol” czy „Malizna”. Nam udało się dotrzeć do Jarosława Sokołowskiego ps. „MASA”, obecnie świadka koronnego, a kiedyś jednego zek znaczących członków grupy pruszkowskiej. Między innymi wraz z Wojciechem K. ps. „Kiełbasa” tworzyli oddział tak zwanego „Młodego Pruszkowa” – grupy, która utrzymując bardzo bliskie relacje ze „Starym Pruszkowem” i wykonując dla niego zlecenia, pozostawała w opozycji do zarządu. Jednak nie historia „Pruszkowskich” była celem naszego spotkania – nas interesowało to, czym w latach 90 jeździli ludzie, których bała się cała Polska.

Sławomir Poros: Lubi Pan samochody ?
Jarosław Sokołowski ,,MASA”: Jasne, kto nie lubi.

S.P.: Pasja ?         
J.S.: Nie. Nie aż tak górnolotnie. Cóż, ja biedny dzieciak, wychowany bez ojca, pół sierota. Zawsze tego sztrynfu brakowało. Później, jak można było zarobić na grubą furę to po prostu się brało i kupowało. W latach 90 była taka zasada „jak Cię widzą tak Cię piszą”. Myślę,
że to powiedzenie przyzwyczaiło mnie do luksusowych aut.
A ja zawsze dbałem o wizerunek.

S.P.: O adrenalinę nie pytam, bo bez tego chyba ciężko żyć ?
J.S.: Adrenalina towarzyszy mi już od dekady i wcale nie przez auta.

S.P.: Jednak szybka jazda, szczególnie sportowymi samochodami, wzbudza pewne emocje…
J.S.: Jasne. Zawsze mnie to kręciło. Kurczę, nawet jak się pożarłem
z kobietą, czy gdzieś tam na mieście była jakaś taka niesympatyczna atmosfera, rozluźniało mnie to. Zawsze jak robiłem jakąś trasę to wychodziłem z auta jak z fabryki po 8 godzinach. Mocno „pracowałem”, po prostu ostro jeździłem i dużo ryzykowałem.
To są tak zwane rekordy torów, które ustanawialiśmy jako Pruszkwscy. Wiadomo, te najlepsze wózki były w naszym posiadaniu. Stąd takie dokonania typu 2:50 do Gdańska, czy 55 minut do Świecka, jak jeszcze nie było trasy do Poznania – to było coś.

S.P.: Czym różni się ta adrenalina za kierownicą, od tej która towarzyszyła choćby bójkom ?
J.S.: To jest taka adrenalina, która się sączy.
A jeśli chodzi o bójkę – to jest eksplozja.

S.P.: Czemu w Polsce panuje stereotyp, wg którego czarne BMW to synonim mafii ?
J.S.: Ja zawsze słyszałem, że to czarne Mercedesy (śmiech). To jakoś przez przypadek wyszło. Ochrona mi powiedziała – „Nie. Kurde,
tylko nie kupuj czarnego Mercedesa!”. To niech będzie BMW
i kupiłem czarne BMW. Teraz myślę, że ludzie nie zwracają na to uwagi, wcześniej chyba bardziej. Na przykład Paradowski miał taką dobrą stajnię i miał McLarena SLRa, którego rozbił mu cygan na Wisłostradzie podczas wyścigu z Ferrari. Zupełnie niedawno, głośna medialna sprawa.

S.P.: Czym Pan dzisiaj przyjechał na wywiad ?
J.S.: Czarnym BMW 7.

S.P.: Lata 90. Świetlność Pruszkowa. Czym wtedy jeździł przeciętny, uczciwy Kowalski ?
J.S.: Pocieruchami się ciągali. Ludzie nie mieli pieniędzy, za to Ci którzy mieli pieniądze, to Volkswagenami Passatami, Audi 80, „setkami” i takimi grubszymi tematami – C-Klasy, E-Klasy. No E-Klasa to już zaczynało się bogactwo, W124 to był można powiedzieć taki model flagowy.

S.P.: Wy, jako chłopaki z Pruszkowa byliście ponad przeciętnym Kowalskim…
J.S.: Dokładnie. Przynajmniej tak nam się wtedy wydawało.

S.P.: Czym ogólnie jeździli Pruszkowscy ?
J.S.: Bardzo różnymi samochodami. Zależy kto na jakim poziomie mógł sobie pozwolić na jakąś furę. Wiadomo, że ten najwyższy poziom to „sto czterdziestki”. S-Klasa wtedy to było coś takiego jak dzisiaj połączenie Bentleya i Aston Martina.

6a00d8341bfe3153ef0133f2ec0f9c970b.jpg

S.P.: Czyli nie było takiego sztucznego podziału, że Pruszków jeździł taką marką, Zakopane taką, a Szczecin jeszcze inną ?
J.S.: Nie, raczej nie. Wiadomo tylko, że najgrubsza fura wtedy na polskim rynku to był Mercedes S-Klasa, czyli „sto czterdziestka”.
Już wyżej się nie dało wtedy. Jak ja oglądałem Ferrari Testarossę
u Waldka w Bytomiu, do której zresztą ledwo się zmieściłem, to nie było to żadne show. Oczko kupił sobie Ferrari i śmiechy były w Pruszkowie, że go nie stać na „szejsetę”.


Zobacz także



Oceń...



Ocena: 4.29/5 (14 głosów)


Zobacz także




Komentarze

comments powered by Disqus

Stats

Zarejestrowanych użytkowników: 21564
Użytkowników on-line: 0
Gości on-line: 70

Newsletter

Jeśli chcesz być informowany o nowościach w serwisie
podaj swój e-mail:

Facebook

0.48320007324219 s